Po prostu zapraszam...
X

captcha

Bogdan Zdrojewski #6Bogdan Zdrojewski #4Bogdan Zdrojewski #2Bogdan Zdrojewski #5Bogdan Zdrojewski #1

Zapowiedź odbudowy Pałacu Saskiego dowodzi, jak skromną wiedzą kulturową, historyczną i architektoniczną dysponuje obecna władza...

2018-11-13

Zapowiedź odbudowy Pałacu Saskiego dowodzi, jak skromną wiedzą kulturową, historyczną i architektoniczną dysponuje obecna władza... O poczuciu estetyki nie wspomnę.

Doceniając szacunek do samej historii i materialnego dziedzictwa państwa polskiego, warto pochylić się nad proponowanymi narzędziami realizacji samej polityki. W cieniu Marszu Niepodległości, prezydent Andrzej Duda podpisał „Deklarację o restytucji Pałacu Saskiego w Warszawie”. Brzmi bardzo poważnie. Z dokumentu podpisanego przez prezydenta wynika, że pałac miałby być „trwałym pomnikiem niepodległości, symbolem ciągłości państwowej”. Intencja na pozór czysta i trudna do podważenia. Mało tego, tak zbudowana, by pozyskać niezorientowaną większość.  

Pominę skomplikowane kwestie prawne, kłopoty z własnością terenu, jej dysponowaniem, lekceważeniem znaczenia planów miejscowych, wcześniej podjętych decyzji Rady Warszawy, jak i również społecznych konsultacji. Rząd lekceważący, nieszanujący Konstytucji, może nie uszanować także tych „drobiazgów”.

Pominę także brak wiedzy o tym,  co w obiekcie powinno się znaleźć, kto powinien nim zarządzać, o statusie prawnym odkopanych i zakopanych piwnic, a także gigantycznych nieoszacowanych kosztów.

W pierwszej kolejności powrócę do historycznych losów samego obiektu.  Dziś pamiętamy przede wszystkim wysadzenie Pałacu Saskiego przez Niemców w 1944 r - niezwykle bolesne i  prawie tak spektakularne, jak kilku o wiele ważniejszych budynków, zniszczonych po Powstaniu Warszawskim. Mniej popularna jest wiedza o samym obiekcie, jego losach, licznych przebudowach, eklektyzmie, niefunkcjonalności, czy też zmieniających się gospodarzach. Przez lata był po prostu XIX-wiecznym biurowcem, by wreszcie stać się siedzibą jednego z dowództw rosyjskiej armii carskiej, a po odzyskaniu niepodległości miejscem pracy Sztabu Generalnego.

Krótko mówiąc, nawet w pamięci najstarszych warszawiaków nigdy Pałac Saski nie był rezydencją królewską.

Jeszcze krócej - to ani „Pałac”, ani „Saski”, ani tym bardziej królewski.

Świadomi tego byli też architekci i urbaniści, kierujący odbudową stolicy po II wojnie światowej. Odbudowano liczne budynki, także Zamek Królewski, natomiast prawie pusty pl. Piłsudskiego pozostawiono jako swego rodzaju symbol wyrwy, spowodowanej przez nazistowską hekatombę. Symbolem tej bolesnej rany stał się Grób Nieznanego Żołnierza.

Nie zliczę, przy ilu okazjach składałem wieniec przed tym wyjątkowym pomnikiem. Ilu delegacjom zagranicznym towarzyszyłem jako minister kultury. Dla wszystkich to miejsce, ten symboliczny grób zabitych na rozmaitych frontach żołnierzy był źródłem głębokich przeżyć.  W historycznym miejscu, pośród pustego placu, a jednocześnie w centrum Warszawy, jest  niezwykle mocnym śladem mrocznej wojny.

Niestety, obecna władza niszczy charakter tego miejsca, najpierw przez postawienie dwóch pomników nijak związanych z pl. Piłsudskiego, a teraz nieprzemyślanymi pomysłami odbudowy Pałacu Saskiego. Nadmierne nasycenie tego miejsca naszą rozmaitą martyrologią może kompletnie odwrócić uzyskany dzisiaj efekt - powagi i stosowności.

Rząd PiS-u, nie mając zbyt dobrych pomysłów na przyszłość Polski, stara się kopiować przeszłość. Sięga do tych momentów polskiej historii, które mają pozytywne konotacje w pamięci zbiorowej. To zrozumiałe i uzasadnione, ale wyłącznie podczas uroczystości historycznych. Zabudowa określonego obszaru wymaga sporej wiedzy, konsultacji wśród specjalistów wielu dziedzin, a przede wszystkim dbałości, by mocny detal nie zniszczył tego, co dla wszystkich najcenniejsze i już utrwalone w zbiorowej pamięci i emocjach.

Dziś także nie do pominięcia pozostaje pytanie, w jakim kształcie miałaby zaistnieć proponowana rekonstrukcja. Pierwszego inicjatora, Tobiasza Morsztyna, spadkobiercy Jana Andrzeja Morsztyna?  Z pewnością nie. Także wykluczam pomysł odbudowy w wersji istniejącej za czasów własności kupca Skwarcowa. Domyślam się, że na obecnej władzy robi raczej wrażenie dużo późniejsza realizacja, z obfitą kolumnadą i eklektyczną nadbudową. Być może już ktoś wpadł na pomysł, by w środek tej kolumnady powrócił pomnik z okazałym cokołem ks. Józefa Poniatowskiego. Wówczas lukę po nim, przed pałacem prezydenckim można byłoby wypełnić postawionym właśnie, niezwykle nieudanym, pomnikiem śp. Lecha Kaczyńskiego. Jaki efekt estetyczny uzyskalibyśmy dziś, łatwo się domyśleć. 

Pomysł odbudowy obiektu pozbawionego wcześniej cennej symboliki, wyróżniających go funkcji, czy też niepowtarzalnej estetycznie i architektonicznie klasy, to błąd. Propozycja wydaje się także absolutnie dysfunkcjonalna, gdy spojrzymy na wnętrze tego obiektu (dominacja korytarzy, zarówno w części podziemnej, jak i naziemnej). 

I na koniec ostatnia refleksja: spoglądając na niezliczoną wręcz ilość pomysłów na zagospodarowanie pl. Józefa Piłsudskiego, na dorobek wielu konkursów, na debaty i konsultacje - przede wszystkim w samej Warszawie - dziś rzucony pomysł cechuje nieakceptowalna amatorszczyzna. Być może udałoby się pozyskać dla tego przedsięwzięcia większość Rodaków, także wsparcie autorytetów dla realizacji tego przedsięwzięcia, ale mam wrażenie, że raczej chodzi znów o to, by coś narzucić siłą władzy, nie zaś siłą rozumu i pozytywnych emocji.

« powrót

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.