Po prostu zapraszam...
X

captcha

Bogdan Zdrojewski #2Bogdan Zdrojewski #1Bogdan Zdrojewski #5Bogdan Zdrojewski #6Bogdan Zdrojewski #4

Będzie jeszcze trudniej...

2017-01-17

Jest półmetek kadencji. Należy pan do grupy EPP, otrzymał szansę pracy w Komisji Kultury i Edukacji oraz np. Komisji Bezpieczeństwa i Obrony. Jest satysfakcja?

Moja grupa polityczna to dziś główna siła stabilizująca Europę. Mamy wysoką dyscyplinę w głosowaniach, nie poddajemy się populistycznym trendom, jesteśmy niezwykle odpowiedzialni za kondycję ekonomiczną, a przede wszystkim wciąż zdolni do sklejania rozmaitych grup politycznych, by to wszystko – krótko mówiąc – szlag nie trafił. Przepraszam za dosadność. Co do wyboru pracy w komisjach, uszanowano moje doświadczenie. Otrzymałem propozycje, które były wynikiem moich oczekiwań. Nie było to chyba jednak bardzo trudne, bo np. zajmowanie się problematyką stosunków PE z Białorusią nie jest tak „rozchwytywane”, jak np. z Australią czy Brazylią, ani też tak spektakularne, jak np. z USA czy też z Rosją. Nigdy jednak nie wybierałem zadań, posługując się kryteriami pozamerytorycznymi.

BZ3

fot. A. Hawałej

W Brukseli ma Pan udział w sukcesie ratowania i wzmacniania systemów stypendialnych Erasmus+. W podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony (SEDE) stale dopomina się o sprawy fundamentalne dla bezpieczeństwa Europy, a w Komisji Kultury ostatnio udało się Panu zwiększyć limity na inwestycje w dziedzictwo materialne finansowane z środków europejskich. Jest oddźwięk z Polski?

Nie. Ale nie ma to znaczenia. To, co martwi, to ten rosnący dystans rządu do instytucji europejskich. Polska natomiast poza Unią Europejską skazana jest na szybką, bolesną, wręcz dramatyczną porażkę.

Mam wrażenie, że obecny polski rząd lekceważy wartość tego uczestnictwa. Uwypukla raczej mankamenty (niewątpliwie także istniejące) aniżeli o wiele istotniejsze korzyści. Przede wszystkim osłabia siłę i znaczenie naszej obecności w UE. Problem polega jednak na tym, że skutki takich aktywności najczęściej są odłożone w czasie. Obecne lekceważenie opinii Komisji Weneckiej, Komisji Europejskiej, całego Europarlamentu nie przełoży się dziś na żadną spektakularną decyzję. Jednak w długiej perspektywie z pewnością będzie dla nas wszystkich kosztowne.

Z racji przewodniczenia delegacji ds. kontaktów PE z Białorusią angażuje się Pan w dialog Brukseli z Mińskiem. Opinie jednak o tym dialogu są rozmaite. Jest postęp czy raczej regres?

Przede wszystkim trzeba rozmawiać, i to robimy. Nie jestem w tej problematyce ani optymistą, ani pesymistą. To wykluczałoby szansę na jakikolwiek postęp. Nie wolno też zapominać, że Białoruś to nie tylko władze, ale niezwykle interesujące społeczeństwo. Naród białoruski liczy na nasze zainteresowanie, na pomoc, na pozytywne emocje. Dostrzegam także szansę na taki dialog, który bez konfliktowania Białorusi z Rosją przybliży ją do standardów europejskich.

W PE przekonuje Pan, że „rozwój systemów satelitarnych Galileo i Copernicus to być, albo nie być Europy”, ale jednocześnie wyraża niepokój o brak regulacji w sprawie ruchu dronów, dlaczego?

Zajmując się systemami satelitarnymi, przekonuję wszystkich, że zarówno europejski system „GPS” (Galileo), jak i obserwacji ziemi (Copernicus) ostatecznie przesądzi o naszych możliwościach rozwojowych: ekonomicznych, edukacyjnych, usługowych, a także bezpieczeństwa: fizycznego, zdrowotnego, energetycznego czy też klimatycznego. Wracając do dronów, niepokoi wolny przebieg prac nad regulacjami prawnymi, a to tworzy poważne zagrożenia naszego bezpieczeństwa. Drony to ważny element szybko rozwijających się rozmaitych usług.

Sprawdziliśmy, że należy Pan do grona posłów z najlepszą frekwencją na posiedzeniach i udziałem w głosowaniach. Po ponad 900 dniach w Brukseli uzbierało się ich ponad cztery tysiące. Były wśród nich takie, które mają duże znaczenie dla Polaków. Może wymienić Pan kilka przykładów?

Cieszy mnie na przykład ograniczanie kosztów rozmaitych usług, przede wszystkim telekomunikacyjnych. Zwłaszcza najmłodsi, aktywni, niemogący obyć się bez telefonu komórkowego czy też laptopa, są tu najważniejszymi beneficjentami.

Pośrednicy, czerpiący zyski z istnienia wciąż wirtualnych granic w obrębie Europy, są dziś zmuszani do ograniczania wysokich zysków. Mam też satysfakcję z ratowania i wzmacniania programów stypendialnych, adresowanych do naszych uczących się czy też studiujących obywateli. Skutecznie walczymy także o nasze bezpieczeństwo energetyczne. Sukcesy w tej materii, na przykład Jerzego Buzka, są wręcz bezcenne.

Kandydował Pan do PE z Dolnego Śląska i Opolszczyzny. Teraz biura poselskie Bogdana Zdrojewskiego są we Wrocławiu i w Kłodzku. Czy powinno powstać kolejne?

Chciałbym mieć biuro także w Bolesławcu, Jeleniej Górze czy też np. Legnicy. Okazuje się jednak, że współczesne sposoby komunikowania się, nie wymuszają konieczności posiadania biur w każdym większym ośrodku. Natomiast moja obecność na rozmaitych konsultacjach wymusza jednak poruszanie się po Dolnym Śląsku, gdzie jestem praktycznie w każdym miesiącu.

Dodam, że na Opolszczyźnie, dobra praca mojej koleżanki z grupy politycznej, eurodeputowanej Danuty Jazłowieckiej, nieco uwalnia mnie od konieczności bywania tam częściej niż kilka razy w roku.

Czy ma Pan poczucie, że wystarczająco dobrze dzieli aktywność eurodeputowanego pomiędzy Belgię a Pańskie okręgi wyborcze? W jaki sposób utrzymuje Pan kontakt i prowadzi dialog ze swoimi wyborcami?

Mam raczej niedosyt aktywności we własnym okręgu wyborczym. Na szczęście, nie odczuwam nadzwyczajnej presji do pracy w swoim wrocławskim biurze. Praktyka jednak jest taka, że każdego miesiąca 4 dni jestem na sesji w Strasburgu, 12 dni na komisjach, grupach roboczych w Brukseli, maksimum 2-3 dni w innych delegacjach (np. Zgromadzeniach Parlamentarnych NATO), a resztę czasu poświęcam na rozmowy w regionie. Wolną mam jedynie niedzielę.

Parlament Europejski zdecydowanie i z niepokojem wypowiada się o stanie demokracji w Polsce. Oprócz oficjalnych komunikatów, które dochodzą z UE do Polski, z pewnością na co dzień uczestniczy Pan w dyskusjach na ten temat także w parlamentarnych kuluarach. Co tak naprawdę mówi się dziś w Brukseli o Polsce?

Przez ostatnie lata Polska była wymieniana jako wzór. Dowód na sukces uzyskany szybko, spektakularnie i… bez ofiar czy też wykluczeń. Dziś ta wiara nie tylko słabnie, ale stajemy się źródłem zainteresowania, podobnego do państw o niskiej wiarygodności.

Na szacunek pracuje się dekadami, utrata pozycji to moment, często niedostrzeżony, niezwiązany z określoną konkretną decyzją lub jej brakiem. To raczej efekt ciągu zdarzeń, które są dowodem daleko idącej niefrasobliwości… delikatnie to nazywając. Dziś, obawiam się, jesteśmy właśnie na tej drodze.

Opozycja parlamentarna w Polsce się zbuntowała. Czy popiera Pan okupację sali parlamentarnej Sejmu przez część posłów?

Decyzję o okupacji sali plenarnej Sejmu podjęto dość spontanicznie. Z jednej strony, wynikała ona z pewnej bezsilności wobec ewidentnego łamania prawa przez ekipę rządzącą, z drugiej jednak była gestem solidarności z pochopnie wyrzuconym z obrad posłem.

Czas świąt Bożego Narodzenia, sylwestra nieco zamazał istotę sporu, niemniej jednak opozycja w tym sprzeciwie wobec obecnych praktyk parlamentarnych upomniała się także o prawa dziennikarzy. Samą okupację sali trudno pochwalać, ale łatwiej ją zrozumieć, będąc tam w środku. Opozycja nie chciała być po prostu bierna.

Przekroczył Pan półmetek VIII kadencji PE. Czego spodziewa się Pan po drugiej jej części?

Będzie jeszcze trudniej. Sam półmetek nie jest łatwy. Bez wątpienia jednak kluczowy. Brexit, wybór Trumpa, za chwilę wybory we Francji i Niemczech będą określały przyszłą kondycję Europy. Nie rozumiem dziś tych wszystkich aktywności, które mają charakter odśrodkowy. Zwłaszcza my, Polacy, powinniśmy pamiętać, że bez solidnych sojuszników będziemy niezwykle osłabieni.

Czy myślał Pan już o kandydowaniu na następną kadencję do PE? Czy rozważa Pan powrót do czynnej polityki w kraju?

Nigdy nie myślę o kolejnej perspektywie, wykonując określony mandat. To nie w moim stylu. Ale też niczego w związku z tym nie wykluczam.

Rozmawiamy na początku 2017 r., ciągle jeszcze „nowego”. Czego nam wszystkim, a także sobie, życzyłby Pan najbardziej?

Dobrej zmiany „dobrej zmiany” i zdrowia.

 

Artykuł opublikowany również w tygodniku Newsweek.

« powrót

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.